Jak znaleźć klucz do wszystkich ścieżek?


Życie / czwartek, Grudzień 21st, 2017

Jestem uzależniona.

Od cytatów, sentencji, czy nawet pojedynczych słów niosących przekaz, wymyślonych z jakąś koncepcją. Gdziekolwiek je spotkam, zawsze zabieram ze sobą jako print screen w telefonie, albo kartkę, przypinkę, czy naklejkę. Lubię później zerkać na nie, wracać do tego co mówią, zastanawiać się. 

Potrafią poprawić humor, dodać twarzy nieco uśmiechu, przypomnieć co jest ważne, kiedy zaczynam w siebie wątpić.

Swego czasu miałam zwyczaj szukania na niedługi czas cytatu i przekładania go na życie. Słowa, które z tej prostej zabawy najbardziej zapadły mi w pamięć i były dla mnie dużą podporą to zdanie Eleonor Roosevelt — „Każdego dnia zrób jedną rzecz, która Cię przeraża”.

Na początku przykuło to zwyczajnie moją uwagę (bo pomyślałam o skoku ze spadochronem i zjedzeniu świerszcza), potem jednak zaczęłam zagłębiać się w znaczenie tego tekstu i przesiewać je przez sito mojej osobowości. Zrozumiałam wtedy, że jest problem, z którego istnienia nie za bardzo zdawałam sobie sprawę. A nawet jeśli, to nie dopuszczałam go do świadomości. Moje miejsce bezpieczne, strefa komfortu. Tak naprawdę bardzo rzadko z niej wychodziłam. Wzięłam sobie zaczytane gdzieś słowa do serca i postanowiłam to zmienić. Nie, nie metodą małych kroków. Od razu rzuciłam się na głęboką wodę.

Nie potrafiłam spędzać czasu sama ze sobą. Co teraz wydaje się być naturalne, proste, wręcz pożądane przeze mnie. Ale wtedy takie nie było.

Kręta droga z zakrętami

Wykorzystałam lato wraz z jego energią i nieograniczeniem czasowym i wyjechałam sama na wakacje. Chciałam jak najwięcej rzeczy robić sama i obserwować jak się z tym czuję. Z drugiej zaś strony starałam się unikać izolacji, przeciwnie — zależało mi na kontakcie z drugim człowiekiem, jednak chciałam w nim przełamywać moje osobiste bariery.

Zaczęłam sama zwiedzać, chodzić do parku tylko po to, żeby usiąść samotnie na ławce i poczytać, aż w końcu zdecydowałam się na największą z możliwych klisz. Rozmowa z nieznajomym. Naoglądałam się filmów i to raczej jeden z tych naiwnych pomysłów, ale NIGDY BYM TEGO NIE ZROBIŁA, dlatego zdecydowałam się na taki krok. Przysiadłam obok starszego pana karmiącego wiewiórkę suchą bułką i tak od „Basia, Basia, Basia” doszliśmy do jednej z lepszych rozmów jakich doświadczyłam. Nie tylko miałam okazję poznać świat z perspektywy 95-latka, ale usłyszeć też jego historię zobrazowaną dodatkowo małymi, pomiętymi fotografiami z młodości, które nosił w kieszeni swojej kamizelki. To było niesamowite, uczące dużej pokory do życia spotkanie, które, gdyby nie mój odjeżdżający autobus i jego partyjka brydża w pobliskim sanatorium, trwałoby z pewnością kilka dłuższych chwil.

Pewnie, mogłam trafić na kogoś zupełnie innego, ale sam fakt przełamania się, pokonania strachu i niepewności dało mi dużo siły.

Z tego wyjazdu wróciłam niesamowicie odmieniona i nadal w chwilach kryzysu przypominam sobie tamten stan, żeby przywrócić pewność siebie. Od powrotu aż  do teraz wychodzenie z tej bezpiecznej strefy nie jest aż tak spektakularne, ale równie efektywne. I naprawdę przejawia się to w małych rzeczach jak pójście sama na obiad, albo wystawę. Przebywanie wśród ludzi będąc samą i nie odczuwanie przy tym skrępowania.

Oczywiście zagrzewamy swoje wygodnickie miejsca nie tylko w relacjach międzyludzkich, czy z samym sobą. Posłuchanie ulubionej muzyki kogoś, kogo poznajemy, nawet jeśli jest zupełnie odmienna od tej, której słuchamy na co dzień, może otworzyć przed nami szerszy horyzont. Przekonanie się do kompotu z suszu może prawdziwie zainspirować nas smakowo, mimo, że na jego widok zawsze się krzywiliśmy (no cóż, to jeszcze ciągle przede mną). Choćby najmniejsze rzeczy, którą popychają nas do przekroczenia tej bezpiecznej linii są olbrzymim sukcesem. Stajemy się bogatsi w doświadczenia i kształtujemy swój charakter.

Kierowana swoim uzależnieniem od inspirujących słów, dołączyłam do pęku kluczy drewniany brelok, który mówi „klucz do wszystkich ścieżek”. Czy to nie świetne?

Mogę zrobić wszystko, mogę otworzyć każde drzwi, pójść każdą dróżką, która mnie zaciekawi. Bo wiem, że mam w sobie tyle siły, energii i chęci, by na każdej odnaleźć coś swojego. I kiedy będę tak nimi podążać dojdę w końcu do tej jednej Drogi, która będzie zwieńczeniem wszystkich (także tych niekomfortowych) poszukiwań.

A kto wie, może będzie tam coś zupełnie odmiennego od tego, czego się spodziewałam…