Najbardziej naiwny i oczywisty tekst jaki napisałam


Życie / sobota, Styczeń 20th, 2018

Późna noc. Leżę w łóżku, słucham muzyki i piszę tekst. Telefon zaraz koło poduszki, a z niego regularnie co kilka chwil brzęczenie czatu. Nocne Polaków rozmowy. I tak od słowa do słowa natrafiam na zdanie, które zupełnie przypadkowo (?) jest podsumowaniem ostatnich rozważań na temat świata i mojego pisania.


Uwaga, tu cytat: „Najgorsze, że oczywistości są najważniejsze, ale nikt nie potrafi się do nich stosować”.

Czasem mam poczucie, że piszę o naiwnych oczywistościach, o których tak naprawdę każdy wie i nie poświęca im uwagi. Ale właśnie może dlatego warto o nich mówić? Odświeżać je, patrzeć na nowo, za każdym razem z trochę innej perspektywy.

            Co dla mnie jest oczywistością?

            Miłość.

Każdego dnia powiedz komuś, że go kochasz. Naprawdę. Każdego dnia. Choć jednej osobie. Usłyszałam kiedyś, że słowa wypowiadane z dużą częstotliwością tracą na swojej wartości, ale nie zgadzam się z tym. Na pewno nie w tym przypadku. Wypuszczenie takiej iskierki i wywołanie uśmiechu na czyjejś twarzy, albo w oczach jest cudne. Ale jeśli ta osoba może przez to poczuć się lepiej (nawet jeśli nie w tej konkretnej chwili) ze świadomością, że otaczają ją ludzie, którzy ją kochają i dla których jest ważna to jeszcze cudowniej.

            Kolejne — pogoda ducha.

 Jasne, wiadomo, trzeba być uśmiechniętym i pogodnym. Ale naprawdę — TRZEBA BYĆ UŚMIECHNIĘTYM I POGODNYM. Czasem, a nawet często, nie jest łatwo. Każdy coś ze sobą niesie, nieraz łatwiejsze, nieraz nieco trudniejsze sprawy. No i po co uśmiechać się na ulicy gdzie każdy chowa nos w szalik, a w tramwaju odwraca głowę i udaje, że jedzie sam nocnym 235 o 3 nad ranem?

 Nic na siłę.

Nie chodzi o to, żeby szczerzyć się do każdej napotkanej osoby. Mówię tu o rozchmurzonym wyrazie twarzy, uśmiechu oczu. Byciu serdecznym dla ulotkarzy, kierownika pytającego o dwa złote, pani w sklepie, wykładowcy i przyjaciół. Z pewnością nam to nie zaszkodzi, ba, jestem pewna, że pomoże. Nam ­— nie stać się gburem, utrzymać siły witalne i (moje ulubione) umilić choć mały skrawek ziemi. A innym nie utracić wiary w ludzi i przede wszystkim poprawić choć chwilę nawet najgorszego dnia.

 Chodzi o tę iskierkę, która przy dobrych warunkach rozprzestrzeni się dalej.

Naiwność

A jeśli najgorszy dzień dopadł akurat nas to przynajmniej nie bądźmy niemili.

Jedną z najbardziej rozgłaszanych oczywistości naszych czasów jest bycie sobą. Normalne, prawda? Dla mnie to największa bezradność momentu, w którym teraz jestem. No bo sama jeszcze do końca nie wiem kim jest ta Tosia. I staram się słuchać intuicji przy jednoczesnym bombardowaniu różnego rodzaju kanonami i maskami (może dlatego po części zainteresowałam się teatrem, bo wydaje mi się, że jest on ciągle obecny i nie da się od niego uciec — zawsze będziemy kreować swoje role w ten czy inny sposób).

Czy bycie sobą to skomponowana przez nas kolekcja masek?

To pytanie zostawiam na razie otwarte i do namysłu. Ale wychodzę z założenia, że zawsze warto działać w zgodzie ze sobą, nawet jeśli wydaje nam się, że odchodzi to od przyjętych „norm”. Miejmy odwagę mówić to co myślimy, a nie to czego ktoś od nas wymaga.

Pewnie, oczywista jest też dla mnie poranna kawa i słuchanie muzyki, ale chciałam napisać o tym co ma wpływ na nasz samorozwój i kontakt z innymi. W ten sposób tworzymy ten świat, a obserwując go mam czasem poczucie, że to przecież takie oczywiste — szanować każdego człowieka i jego odrębność, bycie życzliwym i dbanie o siebie ale też o siebie nawzajem, jednak w rzeczywistości gubimy gdzieś te zasady. Nie jest tak zawsze, nie chcę generalizować — coraz częściej spotykam ludzi-promyczki i bardzo mnie to cieszy. Uczmy się od siebie.

Pisanie tego tekstu zajęło mi trochę czasu, dużo nad nim myślałam, rozważałam każde słowo.

Czy ma on w ogóle jakiś sens? Przecież nic nie wnosi, nie jest odkrywczy ani zaskakujący, świat nie jest bajką i kolorową wioską kochających się ludzi — myślałam.

No cóż… właśnie dla mnie jest! I będę się przy tym upierać. Czekamy na WIELKIE słowa, odkrywcze zdania i całe teksty, a coś prostego, jednak uszczęśliwiającego jest tuż pod naszym nosem. Może w poszukiwaniu WIELKICH rzeczy uciekają nam te najmniejsze?

Wyszedł z tego mały manifest. Mój manifest przez różowe okulary. Może idealistycznie naiwny. Ale nie szkodzi.

Może temu światu (a może mnie?) potrzeba przypominających o banałach naiwnych idealistek?

Pozytywna iskierka