Jak w majówkę, czyli grupowy czat w realu


Życie / sobota, Maj 12th, 2018

            Jak się dorasta, to zawsze z ludźmi i dzięki ludziom. Bądź co bądź większość doświadczeń bierze się z relacji z drugim człowiekiem. I uważam, że to jest jedna z piękniejszych rzeczy.  

Zawsze uważałam się za osobę wielce towarzyską, która dużo potrafi dla innych poświęcić. I to jest prawda. Ale nagle życie zaczęło trochę pędzić i komplikować proste rzeczy. A jednym z problemów stał się nie tyle czas, ile OBECNOŚĆ. No bo czas, pewnie, mamy dla siebie ciągle. Z telefonem się nie rozstajemy, stąd ułatwiony kontakt. Zawsze można napisać i wysłać emotkę z szybkim „co tam?”. Polubić zdjęcie, albo piosenkę na tablicy. No i z głowy. A jeszcze Facebook przypomni o rocznicy znajomości i już w ogóle bajka.

            Fajnie być in touch.

Bardzo komfortowo. Nie potrzeba wiele wysiłku. Tylko że właśnie te wszystkie ludziki potrzebują wysiłku. Bo inaczej jak ktoś spojrzy w oczy, uśmiechnie się, powie coś i przytuli, albo poda (jakże pomocną) rękę. Nic nie podrobi tej realnej obecności. Długodystansowo pokazuje ona jak silna i ważna jest jakaś relacja. Przez poświęcony czas, bez patrzenia na zegarek, dobrą zabawę, albo zwykłe spotkanie bez fajerwerków.

            I wcale nie chodzi mi o frustrację na czasy bardzo technologiczne, nie chcę tu wywlekać ulubionego zdania, że kieeedyś to było. Bo nie. Teraz jest super. Cieszę się z każdej wygody, którą niesie technologia i staram się mądrze je wykorzystywać. Ale taki ostatnio „dorastający” problem zauważyłam.

Że czuję niedosyt relacji.

Jako mały majówkowy cel wybrałam właśnie obecność. I chociaż okoliczności przyrody mi w tym pomogły, to odpoczęłam głównie dzięki tym wszystkim, którzy byli ze mną i mogli dzielić ten długo wyczekiwany, słoneczny tydzień. Naturalnie przyszło odstawienie telefonu i po prostu bycie. W słońcu, w ciszy, z piwem, przy grillu, rozmawiając. Jakkolwiek — po prostu będąc ze sobą i ciesząc się tym.

            I myślę, że w czasie zwyczajnym, nie „świętym-majówkowym” też dałoby radę. Tylko za bardzo się może zasłaniamy tym cholernym czasem.

            Ta obecność to taki fundament w mikro i makro skali, który nas spaja. Więc obcujcie ze sobą i bądźcie w kontakcie!

Kubki na płotku w lesie